Dodaj nagłówek, aby rozpocząć generowanie spisu treści
W dniach 12–14 czerwca 2026 miałem przyjemność wygłosić wykład na 7. kongresie iADE w Sopocie — jednym z największych spotkań środowiska medycyny estetycznej i dermatologii w naszej części Europy, które co roku gromadzi ponad 1 700 uczestników. Tematem mojego wystąpienia była ewolucja technik powiększania piersi w stronę coraz mniejszej inwazyjności: od klasycznych metod podmięśniowych po podpowięziowe powiększenie piersi oraz techniki MIA i Preservé. W tym artykule tłumaczę te zagadnienia językiem pacjentki — bo wiedza, którą wymieniamy między lekarzami w Sopocie, ma bezpośrednio służyć kobietom, które rozważają zabieg, także w moim gabinecie we Wrocławiu.
Najważniejsze wnioski:
- Inwazyjność to nie jeden parametr, lecz suma pięciu: długości cięcia, urazu tkanek, naruszenia struktur, czasu zabiegu i gojenia oraz ryzyka powikłań.
- Oczekiwania pacjentek przesunęły się od „widocznego powiększenia” do efektu „moje ciało, ale lepsze” — mniejsze, miękkie, dopasowane do anatomii.
- Techniki MIA i Preservé wykonuje się w znieczuleniu miejscowym, w 30–40 minut, z cięciem ok. 2–2,5 cm, a powrót do lekkiej aktywności bywa możliwy już po kilku dniach.
- Najmniej inwazyjne metody wymagają dedykowanego szkolenia i certyfikacji — w tych zabiegach realnie liczy się, kto i jak je wykonuje.
Dlaczego w chirurgii piersi dążymy do mniejszej inwazyjności
Mniejsza inwazyjność to nie moda, lecz suma decyzji, które chirurg podejmuje na każdym etapie zabiegu. Inwazyjność nie jest jednym parametrem — składa się z pięciu wymiarów, które staram się optymalizować jednocześnie: długości cięcia, urazu tkanek, naruszenia struktur anatomicznych, czasu trwania operacji i gojenia oraz ryzyka powikłań. Im mniej naruszamy mięśnie, nerwy i więzadła piersi, tym mniejszy ból, krótszy powrót do sprawności i bardziej naturalny, trwały efekt. To właśnie ten sposób myślenia — optymalizacja wszystkich pięciu osi naraz, a nie pogoń za jedną „złotą” metodą — był osią mojego wykładu w Sopocie.

Jak zmieniły się oczekiwania pacjentek
Cel operacji przesunął się od „widocznego powiększenia” do efektu „moje ciało, ale lepsze”. Jeszcze kilkanaście lat temu ideałem był duży, okrągły, wysoko ustawiony biust czytelny „na pierwszy rzut oka”. Dziś pacjentki częściej proszą o proporcje sportowe, „baletnicowe” — efekt, który wygląda jak ich własne ciało. Zmienił się też sposób doboru implantu: nie decyduje już rozmiar miseczki, lecz szerokość klatki piersiowej i jakość tkanek. To wymaga dokładnych pomiarów, a tymczasem aż w 25% przypadków powiększania piersi nie wykonuje się ani jednego pomiaru. Dla mnie rzetelna konsultacja z anatomiczną oceną pacjentki jest punktem wyjścia, a nie formalnością.

Dr Szymon Kołacz radzi: Na konsultacji zapytaj, na podstawie jakich pomiarów dobierany jest Twój implant. Jeśli odpowiedź sprowadza się wyłącznie do rozmiaru miseczki, to za mało. Dobór oparty na szerokości klatki piersiowej, jakości skóry i tkanki to różnica między efektem „dopasowanym do Ciebie” a implantem „włożonym na siłę”.
Na czym polega podpowięziowe powiększenie piersi
Podpowięziowe powiększenie piersi polega na umieszczeniu implantu pod powięzią mięśnia piersiowego, bez jego odcinania. W odróżnieniu od metody podmięśniowej ogranicza to tzw. animację (ruch piersi przy napinaniu mięśni), zmniejsza ból i skraca gojenie, a jednocześnie — w porównaniu z najstarszą metodą nadgruczołową — obniża ryzyko obkurczania torebki i widoczności implantu. Zabieg wykonuje się zwykle w znieczuleniu ogólnym, trwa około 60–90 minut, cięcie ma ok. 4 cm, a powrót do sprawności to zazwyczaj około 4 tygodni. Ta technika szczególnie dobrze współgra z nowoczesnymi implantami tzw. szóstej generacji, reagującymi na ruch ciała — i to ich połączenie traktuję dziś jako punkt, w którym spotykają się dwie linie rozwoju: ewolucja implantów i ewolucja umiejscowienia.

MIA i Preservé — gdzie leży granica małoinwazyjności
MIA i Preservé to techniki, które przesuwają powiększanie piersi w stronę zabiegu wykonywanego w znieczuleniu miejscowym. Obie opierają się na filozofii oszczędzania tkanek (Breast Tissue Preservation) — zamiast przecinać mięsień, nerwy i więzadła, delikatnie rozdziela się i poszerza istniejące struktury. MIA (Minimally Invasive Augmentation) trwa zwykle 30–40 minut, pozwala wszczepić implant do ok. 195 cc przez cięcie ok. 2 cm w okolicy pachy. Preservé to zabieg również w znieczuleniu miejscowym, trwający 30–40 minut, z dostępem ok. 2,5 cm w fałdzie podpiersiowym i objętością do ok. 330 cc; w jednym z badań klinicznych odnotowano 0% przypadków przemieszczenia implantu ku dołowi w obserwacji trzyletniej (kolejne badania są w toku). Część pacjentek wraca do lekkiej aktywności już drugiego–trzeciego dnia, choć trzeba uczciwie zaznaczyć, że metody te nie są dla każdej — mają ograniczenia objętości i nie sprawdzą się u bardzo szczupłych pacjentek. Więcej o tym, jak wygląda powrót do formy, piszę przy okazji roli rehabilitacji po operacji piersi.

Certyfikacja i bezpieczeństwo — dlaczego liczy się, kto operuje
W najmniej inwazyjnych technikach bezpieczeństwo zależy wprost od szkolenia i certyfikacji operatora. MIA, Preservé i podejście oszczędzające tkanki wymagają specjalnych narzędzi oraz dedykowanego przeszkolenia — nie są to metody, które wykonuje „każdy i wszędzie”. Wykonuję je w swojej praktyce we Wrocławiu oraz Klinice Kolasinski pod Poznaniem i jako Certyfikowany Specjalista Techniki MIA i Preserve – jeden z pierwszych w Polsce oraz Europie – przykładam dużą wagę do tego, by stosować je zgodnie z protokołem, dla którego zostały zaprojektowane. Warto też pamiętać, że historia implantów to historia uczenia się na powikłaniach — każda kolejna generacja odpowiadała na problem poprzedniej (od obkurczania torebki po rotację implantu), a do rzadkich, lecz wymagających czujności sytuacji należy m.in. chłoniak BIA-ALCL, o którym piszę szerzej w tekście o rzadkich powikłaniach po wszczepieniu implantów. Dlatego certyfikacja i doświadczenie operatora to jedno z najważniejszych kryteriów wyboru chirurga plastycznego. Jeśli rozważasz zabieg i chcesz omówić, która metoda pasuje do Twojej anatomii, umów konsultację dotyczącą powiększania piersi we Wrocławiu.


FAQ — najczęstsze pytania
Czym różni się małoinwazyjne powiększanie piersi od klasycznego?
Przede wszystkim skalą ingerencji. Techniki takie jak MIA czy Preservé wykonuje się w znieczuleniu miejscowym, w 30–40 minut, z cięciem ok. 2–2,5 cm i bez przecinania mięśnia piersiowego. Metody klasyczne (nadgruczołowa, podmięśniowa) wymagają zwykle znieczulenia ogólnego, dłuższego zabiegu, cięcia rzędu 4–5 cm i dłuższego gojenia.
Czy każda pacjentka może mieć zabieg MIA lub Preservé?
Nie. Te techniki mają ograniczenia: objętość implantu jest limitowana (orientacyjnie do ok. 195 cc w MIA i do ok. 330 cc w Preservé), a metoda może nie być odpowiednia u bardzo szczupłych pacjentek z niewielką ilością tkanki. O tym, czy dana technika jest dla Ciebie, decyduje indywidualna ocena podczas konsultacji.
Jak szybko wraca się do aktywności po małoinwazyjnym powiększeniu piersi?
Szybciej niż po metodach klasycznych. Po technikach oszczędzających tkanki część pacjentek wraca do lekkiej aktywności już drugiego–trzeciego dnia, a pełniejszy powrót zajmuje zwykle do ok. 3 tygodni. To zawsze zależy od indywidualnego przebiegu gojenia i zaleceń pooperacyjnych.
Główna teza artykułu: Powiększanie piersi ewoluuje w stronę mniejszej inwazyjności (podpowięziowo, MIA, Preservé), a o bezpieczeństwie i efekcie decyduje indywidualizacja oraz certyfikacja operatora — co dr Szymon Kołacz przedstawił na kongresie iADE 2026 i przenosi do praktyki we Wrocławiu.



